XPress >> Piłka nożna

Lech przed historyczną szansą. Jak ograć Bodo/Glimt?

Data: 2023-02-16 Komentarze: 0

Cofnijmy się do 20 marca 1991 roku. W sklepach płacimy banknotami z Ludwikiem Waryńskim, nad Wisłą nie ma telefonów komórkowych, są za to wojska ZSRR, premierem jest Jan Krzysztof Bielecki, a do kin za chwilę ma wejść druga część Terminatora. Tego chłodnego dnia w smutnej Polsce wydarzyło się coś, czego nie udało się powtórzyć do dziś. Polska drużyna piłkarska wygrała dwumecz we wiosennej fazie europejskich rozgrywek.

Legia Warszawa w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów pokonała wtedy 1:0 Sampdorię Genua po bramce Dariusza Czykiera. W drużynie “Wojskowych” brylowali m.in. Leszek Pisz czy nastoletni Wojciech Kowalczyk.

Dziś przed szansą na przełamanie tego 32-letniego impasu stanie Lech Poznań. Kolejorz zmierzy się z wicemistrzem Norwegii - drużyną Bodo/Glimt. Żaden spośród piłkarzy mistrza Polski, którzy wybiegną dziś na murawę Aspmyra Stadion, nie może pamiętać 1991 roku, żadnego bowiem nie było jeszcze wtedy na świecie.

Czy Lech jest w stanie rozklepać drużynę z nieszczególnie renomowanej ligi? A może Wikingowie posiekają przybyszy z Kraju Kwitnącej Bulwy jak szczypiorek do gziku? Przyjrzyjmy się potencjałowi rywali mistrza Polski i zastanówmy się jak Kolejorz powinien zagrać, by odnieść sukces.

 

 

W Bodo robią swoje

Co tu dużo mówić - zagramy z skandynawską potęgą regionalną. Bodo to klub kozacki, a jego sława wykracza poza Skandynawię.

W Bodo mają wizję i kompetentnych wykonawców. Pomysł na klub jest prosty - ściągać wyróżniających się piłkarzy z północy Europy i robić z nich nie tylko świetnych piłkarzy, ale też nieustraszonych wojowników. Bodo oferuje jasną ścieżkę rozwoju. Pod okiem trenera Kjejtila Knudsena, wspieranego przez wyspecjalizowanych asystentów, piłkarze są wdrażani do systemu. Cel jest jasny: produkcja gwiazd ligi i reprezentacji narodowych Norwegii czy Danii. Bodo zna swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym. Wiedzą, że są klubem-eksporterem piłkarskiego potencjału. Za szmal z transferów do czołowych lig sprowadzane są kolejne talenty. A lista transferów wychodzących wygląda nieźle.

napastnik Erik Botherim - 7,5 mln euro Kubań Krasnodar
skrzydłowy Joel Mvuka - 5,5 mln euro - Lorient
skrzydłowy Jens Peter Hauge - 4,8 mln euro - AC Milan
defensywny pomocnik Patrick Berg - 4,5 mln euro - Lens

To bilans tylko z dwóch ostatnich lat.

Coś Wam to przypomina? Zgadza się, podobny model realizuje Lech, z tą różnicą, że Kolejorz bazuje w zasadzie wyłącznie na wychowankach, a Bodo postawiło na lokalny skauting. W Poznaniu sprzedają też drożej - Moder z Kamińskim poszli do klubów Premier League i Bundesligi za kwoty oscylujące wokół 10 mln euro. Jak pokazał już jednak przykład Karabachu - mając mniejszy budżet niż mistrz Polski, można stworzyć drużynę przyprawiającą o dreszcze europejskich potentatów. Bodo w zeszłym sezonie dotarło do ćwierćfinału Ligi Konferencji, co zostało odebrane jako największy sukces piłki nożnej w Kraju Fiordów w XXI wieku.

Siłą Bodo jest mental. W 50-tysięcznym portowym mieście postawili na budowę kultury pracy. Twórcą modelu jest pracujący od 2018 roku trener Knudsen, ale mówi się, że jego największym atutem jest dobór współpracowników. Jako trenera mentalnego zatrudnił byłego komandosa. Żółto-czarni nie pękają przed żadnym rywalem.

Na sztucznej murawie Aspmyra Stadion w ostatnich 17 domowych spotkaniach pucharowych Norwegowie zanotowali bilans 14-0-3 dając w zęby m.in. Dinamu Zagrzeb, FC Zurich, AZ Alkmaar, Celtikowi Glasgow czy dwa razy AS Romie - odpowiednio 6:1 oraz 2:1. Łącznie zanotowali 14 domowych zwycięstw z rzędu, 9 bez straty gola).

Wniosek: Kolejorz powinien być ukontentowany, jeśli uda się wywieźć remis.

 

 

Jak gra Bodo?

Bazowym systemem drużyny Knudsena jest 4-3-3. Norwegowie mają dominatorski styl - atakują wysokim pressingiem, próbując odebrać rywalowi piłkę już w jego defensywnej tercji boiska. Bardzo wysoko grają boczni obrońcy, a cała trójka pomocników dysponuje sporym potencjałem zarówno w destrukcji, jak i kreacji.

Bodo, zwłaszcza u siebie, uwielbia prowadzić grę, wymieniać sporą liczbę podań po ziemi. W zasadzie wszyscy zawodnicy drugiej linii i napadu czują się znakomicie z piłką przy nodze. Nawet w meczach z Arsenalem, PSV czy Celtikiem rywale Lecha mieli przewagę w posiadaniu piłki.

Groźny środek, niepewna defensywa

Największą gwiazdą zespołu jest 22-letni Hugo Vettlesen. Środkowy pomocnik robi wrażenie techniką, grą na małej przestrzeni, szybkością i jakością podejmowanych decyzji. W zeszłych rozgrywkach ligowych strzelił aż 16 goli i zaliczył 12 asyst w 29 spotkaniach, przez co został wybrany najlepszym piłkarzem Eliteserien 2022. W dzisiejszym meczu jednak nie zagra - jest zawieszony za kartki. Nie wiadomo też jak będzie z jego motywacją - po zakończeniu sezonu 2022 (w Norwegii mistrz wyłaniany jest jesienią), Vettlesen chciał odejść, na stole była oferta z Feyenoordu opiewająca na 6 mln euro. Bodo powiedziało nie. Piłkarz nie krył rozczarowania, a w meczach sparingowych wyglądał jak cień siebie.

O sile środka pola wraz z Vettlesenem stanowią: 26-letni Patrick Berg, który wrócił z nieudanego podboju LIgue 1 oraz 22-letni Albert Gronbaek. Pierwszy to defensywny pomocnik najnowszej generacji - żaden przecinak, a piłkarz pięknie operujący piłką, potrafiący grać do przodu, a przy tym dysponujący młotkiem w prawej nodze. Drugi - młodzieżowy reprezentant Dani, efekt skautingu Bodo, kupiony w poprzednim oknie za 2 mln euro.

Vettlesena w dzisiejszym meczu zastąpić ma 28-letni Martin Konradsen. To piłkarz raczej lokalny, nieszczególnie błyszczący w ofensywie, choć utytułowany na lokalnej scenie - ma w gablocie cztery tytułu Mistrza Norwegii - dwa z Rosenborgiem, dwa z Bodo.

Równie groźnie wyglądają napastnicy. Na lewej stronie szaleć będzie 33-letni Ahahi Pellegrino. Od lat postrach bramkarzy ligi norweskiej, król strzelców poprzedniego sezonu. Szybka noga, świetny balans ciałem, koordynacja, siła, uderzenie - to piłkarz który potrafi zakręcić każdym obrońcą. Po drugiej stronie operować będzie 21-letni Joel Mvuka. Ten produkt systemu Bodo/Glimt potrafi na kilku metrach minąć rywala, nieprawdopodobne przyspieszenie, naturalne inklinacja do pojedynków roribią wrażenie, jednak brakuje mu jednak skuteczności i miewa przestoje podczas meczów. Głównym napadziorem będzie 23-letni Faris Pemi Moumbanga. Silny, wysoki napastnik z Kamerunu przybył do Bodo/Glimt tej zimy i dość niespodziewanie wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie, sadzając na ławkę innego środkowego napastnika, mającego bogaty dorobek strzelecki w lidze i w pucharach - 27-letniego Rune Espejorda. Z Lechem w podstawowej jedenastce wybiegnie Moumbanga.

Słabszą stroną Bodo jest defensywa. Duet stoperów Marius Lode i Brede Moe to zawodnicy po 30-tce, nieszczególnie imponujący warunkami fizycznymi i popełniający często proste błędy w ustawieniu. Zdarza im się nie zdążyć za piłkami posyłanymi za linię obrony. Nie są też tuzami jeśli chodzi o jakość wyprowadzania piłki. Z prawej strony zagra Adam Sorensen, 30-latek sprowadzony za milion euro z Lyngby ostatniej zimy. Wielka niewiadoma, słabo zgrany z zespołem, jednak bacząc na skuteczność skautingu Bodo - trudno liczyć na to, że okaże się totalnym ogórem. Lewa obrona to królestwo Brice’a Wembangomo. 27-latek gra w Bodo od roku. To szybki piłkarzy o żelaznych płucach, jednak w pojedynkach z rywalami z wysokiej półki widać było jego ograniczenia jeśli chodzi o ustawianie się i grę pod presją.

Wreszcie bramkarz - Julian Faye Lund. To golkiper rezerwowy z zeszłego sezonu, który dostanie szansę, bo Bodo nie sprowadziło ostatecznie następcy sprzedanego do Bristolu Nikity Haikina. Grał niewiele, trudno powiedzieć jak udźwignie presję fazy pucharowej.

 

 

Jak ograć Bodo?

Lech, na sztucznej murawie, nie może sobie pozwolić od początku na próbę zaskoczenia rywala wysokim pressingiem. Poznaniakom będzie trudno precyzyjnie operować piłką, szczególnie że Norwegowie walczą jak lwy. Nie zważając na krwawe otarcia będące efektem kontaktu skóry z syntetycznym, zmarzniętym podłożem, będą zaciekle jeździć na tyłkach,, również w parterze, a że czucie piłki na Aspmyra Stadion mają doskonałe - wysokie podejście może zakończyć się dla Kolejorza nadzianiem na szybkie kontry.

Mistrz Polski musi więc wykorzystać słabości przeciwnika i użyć swoich atutów. Prawdopodobnie John van der Brom zastosuje taktykę, która przyniosła powodzenia w potyczce z Villarealem w rewanżowym meczu. Lech zaprosi Bodo na własną połowę, zagęszczając jednocześnie środek pola. W tej strefie rozegra się kluczowa dla losów meczu batalia. Przed będącym w życiowej formie Radosławem Murawskim, świetnym w destrukcji Jesperem Karlstroemem i Niką Kvekveskirim trudne zadanie neutralizacji potencjału kreatywnego Gronbaeka i Berga. Problemem dla Kolejorza może okazać się konieczność niskiej gry Joela Pereiry, który będzie naprzeciwko siebie mieć groźnego Pellegrino. Portugalski prawy obrońca w zeszłym sezonie zaliczył aż 8 asyst, jest uznawany za najbardziej kreatywnego gracza Kolejorza, dysponującego mierzonym co do centymetra dorzutem. Problemem mogą być też pojedynki przeciętnego Alana Czerwińskiego z nieszablonowym Mvuką na lewej stronie defensywy Lecha.

Lech postara się wykorzystać słabości rywala w fazach przejściowych. Po przejęciu piłki będzie starał się szybko uruchamiać swoich skrzydłowych, wykorzystując wolne przestrzenie powstałe na skutek zapędzenia się bocznych obrońców Bodo do przodu. Skóraś i znający norweskie warunki Kris Velde mogą okazać się kluczowymi aktorami tego spotkania. Obaj mają na koncie już po sześć goli w Lidze Konferencji, obaj marzą też o transferze do mocniejszej ligi. Do środka pola regularnie będzie schodzić napastnik Mikael Ishak. Po udanym odbiorze snajper mistrza Polski powinien pędzić w pole karne w oczekiwaniu na dośrodkowania. Biorąc pod uwagę fizykę stoperów Bodo, jego procent wygranych pojedynków główkowych może być całkiem spory.

Polski zespół nie może wyjść wysoko, ale nie może też cofnąć się za głęboko. Van der Brom zaleci przypuszczalnie niski i średni pressing, w zależności od faz meczu.

 

 

Zdecydowanie najgorszym scenariuszem byłaby utrata przez Lecha gola w pierwszej połowie. Wówczas Kolejorz musiałby ustawić się wyżej, rzucić większą liczbą zawodników do napadu, co pozwoliłoby Bodo na uruchomienie Pellegrino i Mvuki szybkimi podaniami po odbiorze. Należy się jednak spodziewać, że w pierwszych 20-30 minutach Bodo przyciśnie. 5-6 strzałów celnych na bramkę Filipa Bednarka to całkiem realny scenariusz. Całe szczęście - golkiper Kolejorza jest wiosną w kapitalnej formie, w trzech pierwszych meczach puścił tylko jednego gola, wielokrotnie ratując swoich kolegów w beznadziejnych sytuacjach.

Lech pojedzie do Bodo ze świadomością, że potrafi nawiązać walkę z silniejszymi od siebie. Efektowne 3:0 z Villareal zbudowało ten zespół mentalnie. Jeśli poznaniacy odpadną, nikt nie będzie mieć do nich wielkich pretensji, jeśli jednak z Norwegii uda im się wywieźć remis, lub daj panie boziu, zwycięstwo, wówczas w decydującym starciu przy Bułgarskiej mogą dokonać rzeczy, nie bójmy się tego słowa, przełomowej w najnowszej historii polskiej piłki.

Przygotował: Piotr Nowak. Zdj. Lech Poznań

Tagi: Bodo/Glimt, Lech Poznań